Według informacji serwisu „The Information” system wykrywania przeszkód na drodze, zamontowany w autonomicznym, czyli poruszającym się bez udziału kierowcy, samochodzie Ubera, który w marcu śmiertelnie potrącił pieszą w USA, ponoć wcześniej ją wykrył, ale postanowił ją zignorować. To kłopot, z którym być może będą musieli poradzić sobie prawodawcy, a nie firmy technologiczne.
Dziennikarz Amir Efrati piszący dla serwisu „The Information” (założony pod koniec 2016 roku serwis informacyjny nie wyświetlający reklam, zarabiający wyłącznie na subskrypcjach) potwierdził anonimowo, że według wewnętrznego śledztwa w Uberze – firma postanowiła póki co nie komentować tych informacji – samochód potraktował Elaine Herzberg, która przechodziła z rowerem jezdnię w miejscowości Tempe w Arizonie, jako fałszywą przeszkodę. Dlatego nawet nie zwolnił. Herzberg stała się
pierwszą na świecie pieszą przejechaną przez samochód autonomiczny.
Auta autonomiczne, które kilka amerykańskich firm technologicznych już testuje na publicznych drogach w USA, wykorzystuje różnice w stanowych przepisach, które można odnieść do takich pojazdów. Każda z firm ma własny system, który pozwala wykrywać przeszkody na drodze, klasyfikować je i odpowiednio reagować. Jeśli system jest bardzo czuły, auto jedzie bardzo wolno i co chwilę hamuje, jeśli wykryje w pobliżu jezdni krzak albo słupek drogowy. W ten, nieco śmieszny sposób, zachowało się auto Cruise (spółki córki General Motors) testowane kilka miesięcy temu, co też opisał Efrati.
Wtedy powszechnie komentowano, że system testowany przez Criuse jest po prostu wadliwy. Ustalenia Efratiego, każą jednak spojrzeć na sprawę pod innym kątem. To kwestia wyboru. Auto może jeździć płynnie i szybko, jeśli producent tak ustawi system, by ten częściej uznawał przeszkody za fałszywe. Wtedy nie jest problemem plastikowa reklamówka, którą wiatr akurat przewiewa przez drogę, czy kosz na śmieci, który stoi obok niej. W tej sytuacji jednak zwiększa się ryzyko, że auto zignoruje prawdziwą przeszkodę. W Tempe tak się stało i tą przeszkodą był człowiek.
Jakkolwiek każda firma motoryzacyjna i technologiczna przekonuje, że bezpieczeństwo stawia na pierwszym miejscu, to wszyscy zdają sobie sprawę, że zatrzymującego się co chwila samochodu nikt nie kupi. „To właśnie powód, dla którego system Ubera był mniej restrykcyjny wobec obiektów dookoła auta. Uber potrzebuje samochodu, który będzie wygodny dla pasażera” – napisał Efrati.
Powstaje więc pytanie, kto ma ustalać stopień akceptowanego ryzyka związanego z samochodami autonomicznymi? Bo na razie ta decyzja leży po stronie firm testujących auta. Władze publiczne ograniczają się ewentualnie do przyzwolenia i zakazu takich testów. Warto zauważyć, że rozpowszechnienie się samochodów autonomicznych, które w zamyśle będą się ze sobą komunikowały, według powszechnej opinii znacznie poprawią bezpieczeństwo na drodze, bo jeśli z jednym z aut stanie się coś nieprzewidzianego, pozostałe od razu będą o tym „wiedziały”. To jednak wizja przyszłości, tymczasem konieczne są rozwiązania na dziś.