W sobotę dziesiątki tysięcy madrytczyków protestowały przeciwko zawieszeniu obowiązywania Madrid Central, czyli strefy z ograniczonym ruchem aut w centrum Madrytu. To pierwsze europejskie miasto, które cofa niedawno wprowadzone zmiany. Nowe zasady obowiązują od poniedziałku i po raz pierwszy od lat na początku lipca korki w Madrycie są większe niż w czerwcu.
„Chcemy swobodnie oddychać”, „Yes, we can, chcę Madrid Central” – można było wyczytać na transparentach niesionych w 40-stopniowym upale przez demonstrantów, których było od 10 tys. (według policji) do 60 tys. (według organizatorów). Ludzie protestowali przeciwko jednej z pierwszych decyzji nowych władz Madrytu. Na trzy miesiące zawieszono egzekwowanie kar od kierowców, którzy wjadą do Madrid Central – uruchomionej w listopadzie, liczącej 5 km kw. strefy w centrum hiszpańskiej stolicy z radykalnie ograniczonym ruchem samochodowym. Majowe wybory lokalne wygrała rządząca do tej pory Madrytem lewica, ale większość w radzie miasta zyskała koalicja prawicy, liberałów i prawicowych radykałów.
Madrid Central to sztandarowy projekt byłej już burmistrz Manueli Carmeny. Od listopada do strefy bez przeszkód mogły wjechać auta mieszkańców i samochody elektryczne, w tym elektryczne hybrydy. Kolejna kategoria pojazdów, obejmująca zwykłe hybrydy i auta na gaz miała prawo poruszania się po strefie przez 2 godziny. Tymczasowo prawo wjazdu do strefy zyskały samochody na benzynę (ale co najmniej Euro 3) i na olej napędowy (minimum Euro 4), ale tylko by dojechać i zaparkować, na jednym z miejskich lub prywatnych parkingów. System naklejek obejmował też przypadki szczególne (np. osoby niepełnosprawne). Mandat za wjazd bez uprawnień to 90 euro.
Strefa jest, mandatów nie ma
Nowy burmistrz Jose Luis Martinez-Almeida z
cofnięcia zmian zrobił jeden ze swoich wyborczych postulatów. Od 1 lipca obowiązuje trzymiesięczne moratorium na mandaty dla aut, które złamią przepisy strefy. Ta więc formalnie obowiązuje, ale nie ma kar. Nowa koalicja rządząca w stolicy Hiszpanii zmianę tłumaczy „dostosowaniem się do potrzeb transportowych mieszkańców”, a walkę ze smogiem (strefa jest jednym z narzędzi mających zniechęcić Komisję Europejską do wszczęcia postępowania przeciw Madrytowi w kwestii zanieczyszczenia powietrza) chce prowadzić dotując zakup zeroemisyjnych samochodów.
źródło: Madrid.es
Dzieje się tak mimo dowodów, że Madrid Central zadziałało. W kwietniu miejscy aktywiści zmierzyli poziom tlenków azotu przy Plaza del Carmen i był znacznie niższy niż przed działaniem strefy. Miesiąc wcześniej szersze pomiary przeprowadzili we współpracy z miastem naukowcy z Politechniki w Madrycie i porównali dane z czasem przed uruchomieniem strefy. Ruch samochodowy spadł o 24 proc. Poziom emisji tlenków azotu w strefie spadł o 38 proc. a emisja CO2 o 14 proc. W całym Madrycie emisja wspomnianych związków chemicznych spadła odpowiednio o 9 proc. i 2 proc.
Tymczasem, jak poinformował we wtorek „El Pais”, dane dotyczące ruchu ulicznego w godzinach porannego szczytu wskazują na zwiększoną liczbę samochodów i dłuższe korki. To się do tej pory na początku lipca nie zdarzało, bo to początek wakacji i moment, w którym wielu mieszkańców miasta wyjeżdża. Pomiar poziomu dwutlenku azotu przy wspomnianym Plaza del Carmen wskazał przekroczenie dopuszczalnego w Madrycie limitu (40 mikrogramów na m3), co w ostatnim kwartale nie zdarzyło się ani razu.
Burmistrz nie ma czasu
Nowe władze Madrytu składają się z polityków Partii Ludowej, liberalnego stowarzyszenia Ciudandos i skrajnie radykalnie prawicowej partii Vox. Nowa wiceburmistrz Madrytu Begonia Villacis z Ciudandos już kilka tygodni temu przekonywała, że koalicja nie chce likwidacji strefy, ale jej reformy. Tłumaczyła, że błędy prawne w jej wprowadzaniu sprawiły, że blisko 6 tys. mandatów za nieprzepisowy wjazd do strefy trzeba było cofnąć. Ale politycy Partii Ludowej i Vox zgodnie zapewniali, że celem jest „zakończenie polityki zakazów i restrykcji i przywrócenie swobodnego przejazdu po miejskich ulicach”.
W poniedziałek grupa aktywistów z Greenpeace zablokowała jedną z głównych miejskich arterii, ulicę Alcala, domagając się rozmowy z burmistrzem. Zostali usunięci siłą przez policję.
– Zazdroszczę im, że mają tyle wolnego czasu, że mogą robić takie akcje. Ale reszta z nas musi pracować. Musimy poradzić sobie z problemami mieszkańców miasta i nie mam czasu, żeby siedzieć na ulicy i wiązać się łańcuchem – skomentował protest burmistrz Martinez–Almeida. Dodał, że aktywiści sami spowodowali duże korki w stolicy, a w efekcie przyczynili się do większego stężenia smogu.