ZDiTM w Szczecinie rozpisał kolejny przetarg przewozowy na obsługę części linii autobusowych w tym roku. Poprzedni się nie udał. Teraz urzędników goni czas, więc postanowili podgonić ewentualnych oferentów.
Pierwotnie przetarg miał dotyczyć obsługi kilkunastu linii (dziennych, nocnych i na żądanie) przez cały 2019 r.
Nie udał się jednak, bo jedyny oferent, czyli PKS Szczecin (który jeździł na wspomnianych trasach do tej pory) zaproponował za przewozy kwotę ok. 18,5 mln zł brutto, a miasto miało do wydania niecałe 15 mln zł brutto. Tydzień temu postępowanie unieważniono.
W przetargu chciała też wystartować Arriva, która zwróciła uwagę, że dla każdego przewoźnika zewnętrznego, sztywny termin startu usługi (1 stycznia) jest niewykonalny. W efekcie protestu przetarg się przedłużył, zamawiający zmienił warunki i określił uruchomienie usługi na 8 tygodni od podpisania umowy, ale Arriva i tak nie wystartowała.
Teraz z kolei punktację przetargową zmodyfikowano i nie da się nie zauważyć, że jakikolwiek przewoźnik poza tymi już działającymi w Szczecinie, nie będzie miał w praktyce szans, by zdobyć wszystkie punkty. Z kolei dla dotychczasowego przewoźnika na tych liniach będzie to dość łatwe.
Dlaczego? W pierwotnym przetargu punkty można było otrzymać w uproszczeniu za cenę (60 proc.), średni wiek taboru (20 proc.) i niską podłogę w autobusach (20 proc.).
W ogłoszonym właśnie przetargu wciąż kryteriami wyboru oferty są cena (60 proc., ale liczona w inny, nieco bardziej skomplikowany sposób), średni wiek taboru (10 proc.) i niska podłoga (10 proc.), ale 20 proc. punktów pędzie można zyskać za zadeklarowany start usługi. Przy czym wszystkie punkty otrzyma oferent, który zadeklaruje wożenie pasażerów w ciągu… tygodnia od podpisania umowy. Jeśli zajmie mu to dwa tygodnie – otrzyma już tylko połowę punktów w tym kryterium, a jeśli dłużej, to proporcjonalnie mniej.
Na oferty czekają w Szczecinie do 4 lutego, co też jest dość krótkim terminem danym ewentualnym oferentom. Teoretycznie termin uruchomienia usługi określono na osiem tygodni, tak jak po zmianach w pierwotnym przetargu. W praktyce wygra zapewne ten, kto zaproponuje uruchomienie przewozów właściwie od zaraz (choć nie przed 21 lutego, co określono w specyfikacji przetargowej). To dla przewoźnika, który dziś nie działa w Szczecinie, jest niewykonalne. Ale jeśli tego nie zadeklaruje, na wstępie straci minimum 10, a prawdopodobnie 20 proc. punktów przy ocenie ofert.
Dla szczecińskich urzędników takie postawienie sprawy ma zapewne doprowadzić do szybkiego zakończenia przetargu i rozwiązania sprawy brakującego przewoźnika. Jakiekolwiek przeciąganie przetargu sprawia, że postępowanie staje się coraz bardziej bezsensowne. Już dziś to przetarg nie na 12, ale co najwyżej na nieco ponad 10 miesięcy przewozów. Dla przewoźników poza Szczecinem może jednak stanowić podstawę do oprotestowania warunków przetargu, a to go jeszcze bardziej wydłuży.
Przetarg, mimo krótkiego czasu usługi, jest dość duży. Chodzi o obsługę linii 44 autobusami różnych długości, a do tego należy zapewnić 5 pojazdów rezerwowych. Przewidziana przez zamawiającego liczba wozokilometrów to w sumie ok 2,23 mln, czyli nieco mniej niż w pierwotnym przetargu.